Dla P. - magika prozy
Ulice parzyły. Sierpień smażył plecy półnagich lolitek. Lody rozpływały się na rękach dzieciaków. Na bruku starówki dudniły obcasy i czubate pantofle. Pachniało perfumami i moczem. Demokratycznie grzało wszystkich.
Anielka ciągnęła mamę za rękę i coś tam sobie piszczała. Mama nie słyszał nawet co, ale dawała się ciągnąć małej. A mała sama nie wiedziała czemu tak bardzo chce już być za rogiem. „Tam jest cud” myślała. „Tam musi być”. Szukała go od miesięcy. Kiedy patrzyła na mamę i kiedy słyszała, jak zamykają się drzwi łazienki za którymi mama mogła chować się w wannie i udawać, że oczy ma czerwone od pary i szamponu. Ale Anielka wiedziała, że ten szampon nie szczypie w oczy. I tylko udawała, że wierzy we wszystko.
A teraz wierzyła naprawdę, że za rogiem jest cud. Jak w tych książeczkach o cudach. Zawsze były za rogiem. Spoconą, lepką od lodów dłonią trzymał mamę i przeciskała się między paniami i panami pachnącymi spokojem. Wolną ręką odsuwała garnitury i jeansy torując sobie drogę. Byle do rogu Freta.
Nie ma cienia. Ani grama cienia. - Myślała mama. - Ani centymetra wytchnienia. Ale mała bawi się dobrze. Śmieje się wreszcie. Co ja jej za życie daje. Nic dziwnego, że taka smutna cały czas. Tylko siedzi i patrzy. A te jej wielkie oczy nawet nie płaczą. Zaraz się ugotuję w tym upale, ale ona się śmieje. Moje dziecko. – zdziwiła się tak, że jej myśl zabrzmiała pytająco.
Słońce paliło. Na Nowym Rynku ze sceny spocony komik gadał głupoty. Zmęczonych przechodniów nie bawił jego dowcip. Nie uśmiechali się nawet. Mijali go, jak się mija chore gołębie. Z myślą, że taki już jest świat. Czuł się podle, bo nie mógł zejść ze sceny. Kontrakt wyraźnie mówił, że występ ma mieć dwugodzinny. Spojrzał na zegar na wieży. Jeszcze 45 min. W tym upale. W tej próżni.
Aniela minęła scenę nawet nie patrząc na komika. Mama spojrzała na niego i uśmiechnęła się ze współczuciem. Ale oczywiście jej uśmiechu nie widział nikt. –Ten to ma piekło.- pomyślała smutno. I jeszcze raz uśmiechnęła się do niego, pragnąc, żeby zauważył, że go rozumie. Ale on patrzył w punkt zawieszony gdzieś wysoko nad głowami ludzi. Na wyimaginowany zegar odliczający czas do zejścia.
Docierały do rogu. Aniela była już zmęczona przepychaniem się w tłumie. Bolały ją ręce od przesuwania ludzi. Ale szła dzielnie oglądając się czasami na mamę, która wydawała się znów tak bardzo smutna. Cień. Kamienica na rogu rzucała cień. Weszły w niego jak wchodzi się do domu po długim pobycie za granicą. Aniela zamknęła oczy kiedy skręcały w boczną uliczkę. Zacisnęła powieki i kurczowo ścisnęła rękę mamy. Policzyła do trzech i zatrzymał się tuż za rogiem. Otworzyła oczy i przez chwilę widziała tylko białe światło.
Potem zobaczyła plecy. Wiele odwróconych do niej plecami ludzi skupionych wokół czegoś niewątpliwie pasjonującego. Kolejny raz przecisnęła się przez tłum. I stanęła w pierwszy rzędzie. Podniosła głowę. Mama uśmiechała się lekko i sennie.
Na chodniku stał magik. W zielonym meloniku, zielonej pelerynie i czarnych trampkach, które wzbudziły na chwilę podejrzenia w głowie Anieli. Ale rozwiała je szybko, myśląc, że cud to cud i nie ma co wybrzydzać. Magik wyjmował chusteczkę z własnego palca. Taką samą jaką miała mama. Zieloną w paski. Tą, którą kiedyś zawiązała sobie na głowie, kiedy była księżniczką. Skąd on ma tą chusteczkę? – myślała Aniela. –Pan magik robi zakupy w Galerii- myślała mama.
Dzieci biły brawo, a rodzice szperali w poszukiwaniu drobnych. Magik schował chustkę i zdjął melonik. Przetarł czoło nadgarstkiem i przemówił dziwnie normalnym głosem. –A teraz potrzebuję ochotnika. Dziecka, które ma wielkie marzenie. Tylko jednego, bo już jestem zmęczony.
Aniela aż zadrżała. Puściła rękę mamy i skoczyła w stronę magika. Pogłaskał ją po głowie, a inne dzieci patrzyły na nią z zazdrością i podziwem. Aniela nie zwracała na nie uwagi. Patrzyła tylko na magika i jej wielkie oczy lśniły łzami i wiarą. Bo przecież wiedziała, że za rogiem będzie cud. Pan magik powiedział, że teraz ona musi wyszeptać mu swoje marzenie do ucha, a on je spełni. Dzieci zamilkły, rodzice zachichotali, a Aniela zamknęła oczy i szepnęła : „Chcę, żeby spełniło się życzenie mojej mamy. Ja nie wiem, o czym ona marzy, ale pan wie, prawda, więc niech pan tak robi, żeby się spełniło.”
Magik wyprostował się i spojrzał na mamę Anieli a potem na nią i zapytał: „ Jesteś pewna?” Aniela była pewna. Niczego tak nie pragnęła. Skinęła więc głową i uśmiechnęła się. Magik pokiwał głową, bo wiedział, że obietnic się nie łamie, a obiecał spełnić jej marzenie. Zamknął oczy i złożył ręce. Teraz już wszyscy wstrzymali oddech. Jeszcze długo nie mogli oddychać normalnie zastanawiając się dlaczego ta słodka dziewczynka, chciała, żeby jej mama umarła.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
7 komentarze:
co się będę powtarzać.
zresztą trochę mi słów brakło.
aaaaa.
zatkalo mnie..
teraz mi tak dziwnie w srodku..
Ziuta to ja.. Taki maly wybryk mojej pamieci..
O żesz, aż mnie zatkało... ZZZ super opowiadanko, no i to zakończenie! Tylko jak tu teraz o tym nie myśleć...
(thx)
no, mi tak samo. ze zatkalo i slow brak.
płonę ze zmieszania
danke
Piękne opowiadanie....
A jaka skromna autorka;)
Prześlij komentarz