Do czytania przy muzyce.
- To jak, idziemy?
- No tak, tak.
- To zbieraj się, wychodzimy za 20 min.
- Ok. Idziesz pod prysznic, czy ja mogę?
- Idź, ale się pospiesz.
- Dobra, dobra.
Kąpię się szybko. Głowę mydlę jedną ręką, a drugą golę już nogi. Nie ma mojego mydła.
Jego śmierdzi wanilią. Myję się cała szamponem. I wychodzę, a on już się zbiera. Szykuje, picuje, będzie błyszczał.
Nie wiem, co się stało z moją czułością. Myślę:
„Zostaw kurwa to lustro. Nic się nie zmieniło od ostatniej sesji próżności. Spójrz na mnie. Słyszysz. Popatrz, tchórzu, esteto. Co? Nie? Do cholery, zjadłam już paznokcie. Nudzę się. Gdybyś nie był takim skurwielem moglibyśmy pójść na spacer. Ale Ci chuju fryzury szkoda. A mnie Ci nie szkoda??? Nie szkoda??
Kiedy zjadam własne włosy wyrywane garściami podczas wieczorów, kiedy nie ma Cię nigdzie. Kiedy muszę sama otwierać ogórki i kiedy mam depresję. Ja dramatyzuję, wiem. Ja tak mam. Ja wiem, że nie mogę się wkurwiać o byle co. O Twoje wyjście na piwo nie ze mną. Wiem, że też mogę. Z nimi na piwo, na wódkę, nareszcie bez Ciebie. Mogę. Ale nie chcę. Wiesz przecież, że nie dymam kelnerek.
Nie mam pasji i talentu. Nie umiem nawet udawać, że Cię kocham. We wszystkim jesteś lepszy. Nawet nie zauważasz mnie lepiej niż ja Ciebie. I to nie twoja wina.
Siedzę obok. Jeśli tylko opuścisz wzrok zobaczysz jak zaglądam pod podłogę. Gdzieś tam jestem szczęśliwa. Pod płytkami PCV. Rakotwórczymi. Uda mi się tam wrócić. Wierzyć. Wierzyć. Papierosy mi nie służą. I co? Cera ziemista. „Twój lekarz lub farmaceuta” „szkodzi Tobie i osobom w Twoim otoczeniu”. Doskonale wyglądałbyś w kitlu.
Śniło mi się. Już mi się to śniło. Obudziłam się świecąca od potu. A teraz mam na żywo.
Patrzę na Ciebie i Ty na siebie patrzysz. Ja przed siebie, Ty w lustro. Piękny kadr. Tylko, że fotograf pije gdzieś wino. A szkoda, bo w antyramie pięknie wyglądałby twój profil. I CV twoje. Oprawione wszystko nabiera powagi. Przykryj mnie proszę szybą może i ja.”
- Co tak siedzisz? Nie malujesz się?
- Maluję, już już.
Paciam się tymi pudrami, podkładami. Policzki się rumienią, rzęsy rosną. Usta, jeszcze usta. Potem przy paleniu tak ładnie brudzi się papieros. I szklanki znaczone jak karty, wiem, którą podnieść, żeby bez problemu się najebać. Ja mam problem? Z piciem? Może. Upijam się. To żałosne. Ale nie mogę tak po prostu tam stać i patrzeć na ich miny, kiedy lejesz im lukier. I kiedy Ci wierzą. A ty jak Chrystus i Bond w jednym rozdajesz błogosławieństwa, głosisz wizje i urzekasz czarem delikatnego dowcipu.
- Ty, nawet nieźle wyglądasz.
Coż za komplement, skurwysynu. Król mód właśnie skinął w moją stronę berłem. Tańczmy na ulicach Rio. Padlina weszła do kanonu.
- Zawstydzasz mnie.- tłumaczę nagły rumieniec złości.
- Ciągle?- „tak, masturbuj to swoje przerośnięte ego.”- Mysza, Ty mnie chyba serio kochasz. Ale trudno Ci się dziwić, hahaha- „boże, ty debilu, ty pierdolnięty manekinie, kaleko. Czy przysługuje renta za brak miłości? Czy dostaniesz pieniądze na nowe ego? Chyba już czas powiedzieć Ci. Raz, dwa, trzy. I mówię, że zero. Że jesteś zerem. Albo nie, że jesteś egoistą, fetyszystą, debilem, zapatrzonym w siebie narcyzem, szpanerem, fałszywym chujem. Tylko czy nic nie pominę, chyba alfabetyczne muszę lecieć.”
- Mysza, ale ja Ciebie też. Co ja bym bez Ciebie zrobił?- „kurwa, nie teraz, nie teraz, nie, nie, nie. Włażę pod stół, i przewijam ostatnie słowa, nie możesz mi kurwa tak mówić. Ja nie mogę z tym swoim zerem, kurwa, ty mnie potrzebujesz. Na Dobrej i na złe. To znów ja. Przestać pic, to wszystko przez wódę. Moje problemy ze sobą nie z Tobą.”
Taksówkarz się uśmiecha do nas, pyta czy jedziemy się bawić? Połyka Cię wzrokiem. Mnie zagląda pod kieckę w lusterku. Warszawa gapi się na nas zza okien. Na przejściach zaglądają do środka zmarznięci ludzie. Dojeżdżamy do H. Pod drzwiami spotykamy Twoje dawne dziwki. I jeszcze 2 inne, które pewnie dopiero uwiedziesz. Ale teraz podajesz mi rękę i przedstawisz udając dumę. Stoimy na chodniku, a dupa mi odmarza. W końcu otwierasz drzwi i z uśmiechem rzucasz:
- Ladies first- a potem stoisz i gapisz się na dupy przechodzących. Moją widziałeś już tyle razy, że wchodzisz przede mną. Stoję przed drzwiami. Pijaczek kiwa głową i szepcze mi do ucha: „Taki chuj, to nawet ja nie jestem”.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Niezle, usmialem sie ze zjadania wlosow, nie wiem czemu, no i jeszcze pare bluzgow bylo udanych.
Zakonczenie - mistrzowskie i bezbledne.
Czyli to jest ten "artysta", o ktorym pisalas? Dzieki...
oj, pablo, pablo, artysta jak to artysta powoli sie ksztaltuje.
A to ujscie frustracji zaledwie
wow, no, wow, sory ze me komentarze takie z deka lipne ale jak mnie cos rozwala to nie wiem co powiedziec. dawno mi juz dupa przed diuna nie odmmarzala.
Prześlij komentarz