piątek, marzec 10, 2006

Tęcza w kałuży


,,Tchnął więc w serce człowiecze tęsknotę przekraczającą granice
świata i nie dającą się zaspokoić tym, co na nim można znaleźć..."
J.R.R. Tolkien ,,Silmarilion"

I co? I nic.
Jadę sterylnym metrem, poręcz jest zimna, szyba zniekształca mi twarz odbiciem, ale myśli moje błądzą tak jak i spojrzenie, które nie chce się zderzyć z obcym spojrzeniem. Błądzę, ale nie wiem czy szukam. I czy znalazłem. Szukajcie, a znajdziecie. Ale nie ma tu nic do znalezienia. Ja to wiem. A może mam po prostu zbyt niski poziom serotoniny. Podwyższa go czekolada i czerwone wino, którego nie mam z kim wypić. A może pić samemu, będzie więcej dla mnie. Serotoniny też.
I co? I nic.
A może pić to wino z - , podwyższać sobie poziom serotoniny przy pomocy - , być na haju przez 2-3 lata(bo na tyle jest nastawiony zegar biologiczny) z powodu - , zakochać się - w niej. Na przykład w niej. Nie, właśnie wyszła, to nie w niej. Może tej jedynej nawet nie zauważyłem, przeszła, minęła, otarła się o mnie, podczas gdy ja odbierałem smsa. Że obiad o piątej, i kiedy będę. A ona zniknęła z mojego życia zanim się w nim pojawiła, zostawiając włos, może kilka cząsteczek zapachu, a może nic. A ja jestem tu.
I co? I nic.
Ja. Dlaczego ja? Ja jest funkcją świadomości. Przyjmuję to do świadomości i jestem tego świadomy patrząc na reklamę ogłaszającą wielką obniżkę cen w Galerii. I wiem, że 100 lat temu zrozumiałbym to jako wyprzedaż dzieł sztuki. Obrazów, rzeźb, nie najnowszego modelu Citroena z następnej reklamy. Chociaż jest on prawdziwym dziełem sztuki. Nawet ma napisane: Picasso. A moja świadomość, która jest chorobą przewlekłą i z komplikacjami, uwiera, kłuje od wewnątrz, nawet kiedy zamknę oczy. Myślę, więc cierpię.
I co? I nic.
I gdy wyjeżdżam z metalicznego królestwa lśniących powierzchni i matowych twarzy, widzę wszystko. Błoto, papierki po cukierkach, na tle betonu Lech Olechowski twoim prezydentem, Andrzej Kaczyński twoim i skrzydło gołębia na ziemi. A dookoła śmietnika wiruje wzbijając się coraz wyżej zielona plastikowa torebka, o której średniowieczny poeta, gdyby ją nagle ujrzał, ułożyłby pieśń. I widzę niebo błękitne nade mną, które wcale nie jest błękitne samo w sobie, a tylko w moim umyśle. I jednego tylko nie widzę, przedmiotu poszukiwań wielu, co jednak powinno istnieć samo w sobie, a najlepiej w moim umyśle. A potem opuszczam głowę i widzę tęczę. Tęczę w kałuży. I mija ułamek sekundy, chwila, którą jak nic na świecie chciałbym zamienić w wieczność, zanim uzmysławiam sobie, że to olej silnikowy. Albo benzyna, nie pamiętam.
I co? I nic.
I zbliżam się do bloku, w którym mieszkam. Do bloku, który od kilku już lat wyłożony jest styropianem i pomalowany w optymistyczne barwy, każda klatka w inną. I wchodzę do niebieskiej, która od środka mniej optymistycznie śmierdzi kocimi szczynami, ale którą powinienem kochać, bo jest moja. I wita mnie pies bardzo się starając merdać ogonem, którego nie ma. I jest szczęśliwy, ponieważ jestem, a nieszczęśliwy tylko gdy mnie nie ma. I ten haj nie kończy mu się po 2-3 latach, a dopiero po 12-14, w momencie śmierci. I przychodzi Matka i zadaje zwyczajowe pytania:
I co? I nic.
I wraca Ojciec z pracy, która go nie obchodzi, do domu, który go nie obchodzi, i bierze gazetę, która może go obchodzi, a może nie. A ja patrzę na nich i nie wiem, czy ich myśli też kiedyś tak błądziły, choć według praw genetyki to bardzo prawdopodobne. Czy szukali i czy znaleźli, bo jeśli tak, to patrząc na nich nie chcę nigdy znaleźć tego samego, pierdolę! A na pierwszej stronie gazety Taty ogień, krew i łzy, co w otoczeniu świątecznej promocji Tak Tak i premiery nowego filmu Zanussiego, przestaje być ogniem i krwią samą w sobie, a staje się jednym z klocków mojej świadomości, wciśniętym gdzieś pomiędzy inne, nieco mniej uwierające klocki.
I co? I nic.
I chcę uciec, choć nie wiem dokąd, chcę uciec od tu i teraz, bo tu i teraz nic znaleźć się nie da, jest tylko pstrokata wieża Babel, piętro różnokolorowych klocków, które nie układają się w żaden wzór.

I co?

5 komentarze:

jacuzz pisze...

już zapomniałam, jakie to genialne. zachwyca. wciąż zachwyca. to zachwyt przewlekły i bez powikłań.

Diva pisze...

Absolutnie fantastyczne.Urzekło nawet ptasi móżdżek Divy

Pablo pisze...

Wow, Diva, dzieks.
To dawno napisane. W ogole chyba kiedys mi lepiej wszystko wychodzilo...

zzzz pisze...

Tak, kiedyś byeś dużo lepszy, ale trudno, pisz i teraz ;)

kaffa pisze...

oj pisz pisz :)